Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

December 17 2012

swietusza
Reposted fromhoook hoook
swietusza
Reposted fromhoook hoook

December 15 2012

swietusza
zginiemy nie pokochane
martwe jak kłody
spróchniałego drzewa

i w chłodny poranek
pójdą nad rzekę żeby nas pogrzebać

i nie ma czego się bać
tak mówi mi serce twarde jak wisienka
i po co ten strach
przecież i śmierć bywa czasem piękna

zimne i blade
nagie i skłębione

będziemy już zawsze
patrzeć w waszą stronę
— Katarzyna Ewa Zdanowicz - Wiersz pochmurny
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Kiedy patrzę w twoje
oczy - to się jak akwizytor czuję, mały,
przegrany, próbujący kupę śmiecia sprzedać

nikomu. Jeśli jesteś - przyślij mejla. To jest
najgorsza rola - akwizytor, który
wciska śmieci nikomu. Jeżeli istniejesz -
to przyślij esemesa. Mogę być ci wierny.
Nic mi nie pozostało. Bo skończyło się.
Kulę i bolę się.
— Marcin Świetlicki - Baczność
Reposted frombroszka broszka
swietusza
nam – małym dziewczynkom które nie potrafią
skrzydeł odlepić jak tarczy z fartuszka
dorosnąć bez bólu i w końcu zrozumieć
że wszystko się kończy – wyjątkiem jest pustka

mówi się

przestańcie się wygłupiać
płakać w łazience
stroić smutne minki

jesteście duże
bądźcie rozsądne
– i jak już macie umierać
zróbcie to porządnie –

niech będzie dużo kamer
niech będzie mnóstwo krwi
umierajcie piękne i nagie
z elegancją rozmachem
znajomością zasad gry

otwierajcie oczy
zagryzajcie usta
jesteście na scenie
w swej najlepszej roli

a my patrzymy na nich
i umieramy tak jak nasze matki

– nieudolnie nieśmiało
bez końca powoli –
— Katarzyna Ewa Zdanowicz - Jak umierają małe dziewczynki
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Niedopieszczona chodzi jak kot.
Szyję ociera o wszystkie framugi.
Psa całowała dzisiaj tak pokątnie,
Że gdy wróciła, miała w oczach wierność.

Potrafi ręce oglądać pod światło,
Stąpa, jak gdyby
Łasiła się ziemi,
Jest w jej robocie na drutach — ból,
A w obłuskaniu zająca — nienawiść.

Potem na chwilę idzie w pokój ciemny,
Zrzuca pończochy i ramiączko nawet,
Stoi otulona samotnością swoją,
Kolana bada.

Wołają za nią, to tuli ramiona,
A żebrzą u niej, to zasłania twarz,
Topią się dla niej, to poprawia wodę

Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy.
— Stanisław Grochowiak - Z pamiętnika
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Byłem na odczycie strukturalisty, mówił nadzwyczaj inteligentnie i jego francuskie łapki nadzwyczaj inteligentnie trzymały papierosa.

Chciałem wstać i powiedzieć: ty, na tej ziemi wycia i rzygowin, na tej ziemi dręczonego wszelkiego żywego stworzenia i mojej ludzkiej rozpaczy, ty, naukowcu, świnio.

Niech zaświadczy wielkie plemię umarłych, patrz, napierają ich twarze, jak słono i gorzko ustom kiedy językiem dotknięte już ma objawić się słowo.

Słowo jedno jedyne i jedno znaczące, które rozlegając się od niebios do piekieł przywróci ład utracony, słowo którego nie ma i ten szum jak lasu czy morza to tylko bełkot i płacz.

Cóż ja z moją głupotą przeciw tobie, kolekcjonerowi zamrożonych łez albo przeciw komputerom w Lawrence Laboratory?

Ja śmieszny, tak samo jak wtedy kiedy byłem mały i próbowałem bronić świętych gajów czy góry Synaj czy Patmos, nie rozumiejąc czego bronię i czemu.

Bo dzieci podskakiwały i rymowały wyrazy i jeden chłopczyk śpiewał: "matka-szmatka", "matka-szmatka", a ja nagle rzuciłem się na niego kopiąc i gryząc.
— Czesław Miłosz - Strukturalizm
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Wszędzie tam, gdzie brzoza
i muzyka w kołach jadącego na jarmark woza:
"Aj dierbień, dierbień kaługa" śpiewa wóz i w słońce jedzie...
gdzie wiewiórki są królewny, a królowie - niedźwiedzie;
gdzie kobiety noszą pierś wysoko, a w oczach
zmrużonych całą słodycz świata,

gdzie na wędrowca czeka wieczorem herbata
i mały dom, i sen, i brzęk talerza,
i głupie, rzeźbione drzwi, dla biedaków otwarte na ścieżaj -
wszędzie tam,
choćby to było na końcu świata,
jest Rosja.
— Konstanty Ildefons Gałczyński - Rosja
Reposted frombroszka broszka
swietusza
ojcze mój pomarniały
taki stałeś się mały
zbliżasz się korytarzem białym
i opierasz o ściany
na ręce by cię wziąć
i baśnią ukołysać
o tym że będziesz jeszcze
żył i żył
urośniesz na powrót
i staniesz się silny i zdrowy
by kiedyś znów mnie małego
poprowadzić polną drogą za rękę
a dokoła szumieć będą
łany życia bezkresne
— Józef Baran - Ojciec w szpitalu
Reposted frombroszka broszka
swietusza
- Ten spokój jest nienaturalny. Oznacza, że stanie się coś okropnego. Wierz mi, kochana, jesteśmy bardzo małe i nic nie znaczymy razem z naszymi ciasteczkami do herbaty i naszymi chodnikami i wszystkim tym, co jest ważne, lecz zawsze zagrożone przez to nieubłagane...
- O - powiedziała Gapsa z zażenowaniem.
- Tak, tak, przez to nieubłagane - mówiła Filifionka szybko. - To, czego nie można uprosić, z czym nie można dyskutować, czego nie można zrozumieć i o czym się nic nie wie. To, co się czai w ciemnym pokoju i przychodzi skądś z dala i czego nigdy nie widać, aż już jest za późno. Czy pani to
czuła kiedyś? Niech pani powie, że przeżyła to pani już kiedyś. Moja kochana, niech pani powie...
Gapsa, zaczerwieniona, obracała w łapkach cukierniczkę i żałowała, że w ogóle tu przyszła.
— Tove Jansson - O Filifionce, która wierzyła w katastrofy
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Mówiła pani o wietrze - odezwała się nagle Filifionka. - O wietrze, który porywa bieliznę. Ale ja mówię o cyklonach, o tajfunach, droga Gapso. O trąbach powietrznych, tornadach, burzach piaskowych... O falach, które porywają domy... Ale przede wszystkim mówię o sobie samej i o moich lękach, chociaż wiem, że to nie wypada. Wiem też, że to się źle skończy. Myślę o tym przez cały czas. Nawet kiedy piorę chodnik. Czy pani odczuwa podobnie?
— Tove Jansson - O Filifionce, która wierzyła w katastrofy
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Filifionka z niezadowoleniem odsunęła wazon na kraniec stołu i zrobiła krok w stronę okna, by wyjrzeć, czy nie idzie Gapsa. Lecz nagle pomyślała: "Nie, nie. Nie będę wyglądać. Poczekam, aż zapuka. Wtedy pobiegnę otworzyć i będziemy obie strasznie ucieszone i towarzyskie, i będziemy masę rozmawiać... Jeśli wyjrzę, może się zdarzyć, że wybrzeże będzie puste aż het do latarni morskiej. Albo że zobaczę mały zbliżający się punkcik, a ja nie lubię rzeczy, które zbliżają się nieuchronnie... A byłoby jeszcze gorzej, gdyby ten punkcik nagle zaczął się zmniejszać i odszedł...
— Tove Jansson - O Filifionce, która wierzyła w katastrofy
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Ach, to było coś zupełnie innego niż wyratowanie Ciotki Paszczaka! Bo to był Muminek, taki sam jak ja, tylko jeszcze ładniejszy, mały Muminek płci żeńskiej, którego ja sam wyratowałem! Nieznajoma usiadła krzycząc do mnie:
- Ratuj torebkę! Torebkę!
- Pani ją chyba trzyma w łapce - powiedziałem.
- Ach, naprawdę? Co za szczęście!...-zawołała i otworzywszy swą dużą czarną torebkę zaczęła w niej grzebać. W końcu wyciągnęła puderniczkę.
- Pewnie puder zamókł - zmartwiła się.
- Pani jest równie piękna bez niego - odezwałem się szarmancko.
Wtedy rzuciła mi nieodgadnione spojrzenie i spłonęła silnym rumieńcem.
— Tove Jansson - Pamiętniki Tatusia Muminka
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Filifionka usiadła przed lustrem, drżąc z
zimna, powyjmowała papiloty z włosów i przyszło jej na
myśl, że zawsze mieszka od północy, nawet u siebie w
domu, a to tylko dlatego, że Filifionce nigdy nic nie układa
się tak, jak powinno.
Włosy nie wyschły porządnie, cóż dziwnego w takiej
wilgoci, loki opadły, wyglądały jak proste druty, wszystko
było źle, każda rzecz, nawet ranne uczesanie, tak bardzo
ważne, i jeszcze ta Mimbla w domu, i w ogóle wszystko.
Dom był wilgotny, zatęchły i zakurzony, trzeba by go
przewietrzyć, najpierw taki przeciąg na krzyż przez
wszystkie pokoje, potem ogromne ilości ciepłej wody i
cudowne, wielkie, gruntowne sprzątanie...
— Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Reposted frombroszka broszka
swietusza
-To właśnie to, co powinno się robić, jak
wszyscy są zamknięci razem, wyrzuceni na brzeg, przewiani
wiatrem, przemoczeni deszczem. Urządza się wtedy
przyjęcie, w czasie którego gaśnie światło, a kiedy znowu
się zapala, w Domu jest o Jedną Osobę mniej...
Mimbla przypatrywała się Filifionce z zainteresowaniem.
- Jesteś czasem zadziwiająca - stwierdziła. - Niezłe to
było. A potem wszyscy po kolei znikają i w końcu zostaje
tylko kot, który siedzi i myje się na ich grobie!
Filifionka wzdrygnęła się.
— Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Mimbla wyszła na środek pokoju bardzo onieśmielona i
przejęta swoją osobą. Włosy sięgały jej do kolan, widać
było, że mycie głowy się udało. Szybkim skinieniem dała
znak Włóczykijowi, żeby zaczął grać. Grał bardzo
delikatnie. Mimbla wzniosła ramiona i obracała się
drobnymi, niepewnymi kroczkami.
Szu, szu, tidelidu - zagrywała harmonijka; niepostrzeżenie
dźwięki przeszły w melodię, stały się weselsze i Mimbla
zaczęła tańczyć szybciej, cała kuchnia wypełniła się muzyką
i ruchem, a długie, rude włosy Mimbli przypominały frunące
promienie słońca. Jakie to było piękne i wesołe! Nikt nie
słyszał, że Stwór, ogromny i ciężki, czołga się dookoła
domu, w koło i w koło, nie wiedząc, czego chce. Goście
wystukiwali takt nogami i śpiewali tideli, tidelu, Mimbla
ściągnęła boty, rzuciła szalik na ziemię, papierowe girlandy powiewały w cieple z pieca kuchennego, wszyscy klaskali w
łapki, a potem Włóczykij z głośnym okrzykiem skończył
granie. Mimbla śmiała się, dumna z siebie.
— Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest
przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy,
gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów.
Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie,
możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i
skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam
gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i
cenne, i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i
ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany
szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo
wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był
przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i
samotności.
— Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Zaczęło jej być zimno, i od deszczu, i od tego, że
przeleciała przez całe swoje życie w ciągu jednej sekundy,
postanowiła więc zaparzyć kawę. Gdy otworzyła kredens w
kuchni, zobaczyła po raz pierwszy, że ma za dużo porcelany.
Takie straszne ilości filiżanek do kawy! Znacznie za dużo
półmisków, naczyń do zapiekanek, sterty talerzy, setki
rzeczy, którymi się je i na których się je, i tylko jedna jedyna
Filifionka. Kto to wszystko dostanie, jak ona umrze?
— Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest
sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał. Czuł
się jeszcze bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy kładł się
spać, a tu tymczasem nastał już nowy dzień, który będzie
trwał do wieczora, a potem przyjdzie następny i jeszcze
następny i ten znów będzie taki sam, jak wszystkie dni w
życiu Paszczaka.
Schował się więc pod kołdrę i zagrzebał nos w poduszkę,
potem przesunął się brzuchem na brzeg łóżka, gdzie było
chłodne prześcieradło, a potem rozłożył się na całym łóżku,
wyciągając ręce i nogi, i wciąż czekał na przyjemny sen,
który nie przychodził. Wreszcie zwinął się w kłębek i zrobił
się malutki, ale i to nie pomogło. Starał się być Paszczakiem,
którego wszyscy lubią, i starał się być Paszczakiem, którego
nikt nie lubi. Lecz co z tego, kiedy i tak ciągle był tylko
Paszczakiem, który wszystko robi, jak może najlepiej, ale
nic mu naprawdę dobrze nie wychodzi.
— Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Reposted frombroszka broszka
swietusza
Paszczak stał w kuchni z lampą w łapie i myślał o tym,
jakie to jest przygnębiające, jakie niewesołe, kiedy trzeba
wyszukać materac, znaleźć miejsce, gdzie by go położyć, a
potem rozebrać się i przyznać, że jeszcze raz z dnia zrobiła
się noc. „Jak to się dzieje, że tak jest? - zastanawiał się w
osłupieniu. - Taki się czułem szczęśliwy przez cały dzień.
Dlaczego wszystko wydawało się takie proste?”
— Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Reposted frombroszka broszka
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl